Gwiazdy Mówią - "Duchy, wróżby i zdrowy rozsądek"

Gdy w naszym życiu pojawiają się zjawiska niewytłumaczalne, przerażeni, szukamy pomocy. Przywrócenie "normalności" kosztuje, i zazwyczaj nie zdarza się, by fachowiec powiedział: to samo przejdzie. Chyba że na pomoc wzywamy Annę Fijałkowską.

Wśród dziesiątek listów, w których skarżycie się na nieuczciwych ezoteryków, egzorcystów, wyciągających pieniądze za usługi, które nie przynoszą efektów, od czasu do czasu trafiają się perełki, które podnoszą na duchu, pozwalają wierzyć, że jeszcze nie wszyscy zostali czcicielami Mamony.

Obecność ducha bardzo pożądana

"Droga Redakcjo. Chciałabym za Waszym pośrednictwem podziękować pewnej wróżce, która bardzo mile mnie zaskoczyła. Otóż kiedy zmarł mój mąż, w domu zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Same włączały się światła, radio, telewizor. Przesuwały się meble. Pies momentami zachowywał się tak, jakby witał domownika - szczekał, merdał ogonem. Nie widzieliśmy nikogo, ale czuliśmy wtedy prąd zimnego, wręcz mroźnego powietrza. Nie miałam wątpliwości, że to duch Marka nas odwiedza. Zwłaszcza że śnił mi się co noc.We śnie rozmawiałam z nim tak, jak kiedyś, kiedy jeszcze żył. Opowiadałam mu o wszystkim, co działo się na bieżąco w domu, w firmie i w rodzinie. Podpowiadał mi, jak się zachowywać w różnych sytuacjach, jak rozwiązywać problemy związane z naszą firmą - za życia doskonale ją prowadził, a bez niego czułam się bezradna i opuszczona. Nie wiedziałam, co robić - z jednej strony czułam się nieswojo, obecność ducha była przecież lekko przerażająca, z drugiej - potrzebowałam jego opieki. Nawet z Zaświatów. Tak za nim tęskniłam, że czasami i dwa razy dziennie byłam na cmentarzu. Jednak córka poprosiła, żeby coś z "tym" zrobić - jej małe dzieci i ona sama były przestraszone. Skontaktowałam się więc z Anną Fijałkowską, której telefon otrzymałam z "Gwiazd". Poprosiłam, by przyjechała do nas i oczyściła dom. Pani Anna zapytała mnie o kilka niezbędnych danych, postawiła karty i stwierdziła, że nie ma takiej potrzeby. Ona ingerować nie będzie, bo byłoby to naruszeniem woli Marka. On już odszedł do Światła i nie jest zabłąkaną duszą.
- Ale nadal bardzo was kocha i przychodzi opiekować się wami. Odejdzie na dobre, kiedy upłynie rok od jego śmierci - stwierdziła pani Anna.
Miałam codziennie palić w domu białą świecę i przestać tak często bywać na cmentarzu, bo, jak stwierdziła egzorcystka, nasza rozpacz i tęsknota powstrzymuje dusze przed odejściem do Światła. Nie pomyliła się.

W dniu pierwszej rocznicy śmierci mojego męża wszystkie dziwne zjawiska ustały, w domu zapanował spokój, a Marek przyśnił mi się ostatni raz, mówiąc, że teraz sama muszę o siebie zadbać, bo on ma już inne życie.

Jestem bardzo wdzięczna pani Annie za pomoc i za to, że zachowała się uczciwie. Bo większość egzorcystów na jej miejscu pewnie nie przepuściłaby okazji do zarobku (i to dobrego – bo wiadomo, że oczyszczenie domu z duchów nie należy do tanich usług). Nina z Sosnowca"
Pani Anna uśmiecha się na wspomnienie tej "niby klientki". Wie, jak wielu oszustów działa w jej branży. - Nie dajmy się zwariować - ostrzega. - Oczywiście o każdym można powiedzieć, że jest opętany czy nękany przez złe duchy, tylko że osoby rzucające takie stwierdzenia powinny umieć to udowodnić. Często chodzi tylko o wyciągnięcie pieniędzy. Tacy szarlatani psują opinię wszystkim uczciwym egzorcystom czy wróżkom.

Związku karmicznego nie wolno zrywać

Anna Fijałkowska jest znaną w Polsce spirytystką i egzorcystką. Mało osób jednak wie, że korzysta z kart tarota nie tylko wtedy, gdy chce się dowiedzieć, czy dana osoba lub miejsce wymagają oczyszczenia, ale także do wróżb. Na seansie u łódzkiej wróżki była Jola M. Nigdy tego, co tam usłyszała, nie zapomni.
- To był szok - wspomina. - Myślałam, że potwierdzi zdanie innych i moje wewnętrzne przekonanie. A stało się wręcz przeciwnie. Szłam do wróżki załamana, a wyszłam pełna nadziei. Dzięki niej uratowałam moją miłość. Otóż byłam po uszy zakochana w mężczyźnie, który wydawał się królewiczem z bajki: młody, przystojny, bogaty biznesmen. Widziałam w nim już ojca moich dzieci, gdy nagle dowiedziałam się, że jest narkomanem. Co gorsza, mimo oczywistych dowodów, on nie chciał się do nałogu przyznać.
Byłam przerażona - choć serce krwawiło, to rozsądek kazał uciekać. Tak samo radziła rodzina i przyjaciele. Nie chciałam popełnić błędu innych kobiet. Zwłaszcza że nabrałam przekonania, że on mnie nie kocha, ale chce jakoś wykorzystać w swoich narkotykowych interesach.
- Wybrałam się na wróżbę do pani Ani - opowiada. - Chciałam jej powiedzieć, o co chodzi, a ona mnie wstrzymała. - Najpierw ja zobaczę, co mówią karty, a potem pani będzie zadawać pytania - powiedziała. I od razu w pierwszym zdaniu po rozłożeniu kart stwierdziła, że widzi przy mnie bruneta z nałogiem i z wielkim uczuciem. Wróżbę uzupełniła astrologią.

Stwierdziła, że jesteśmy dla siebie stworzeni, to związek karmiczny, i że nie wolno mi zrezygnować, bo jak teraz nie przerobię tej lekcji, powtórzy się w następnym wcieleniu.
Nie obiecywała mi, że będzie łatwo i lekko. Powiedziała szczerze, że pierwsze miesiące będą pełne rozczarowań i łez. Wiadomo, że człowiek mający taki nałóg jest nieodpowiedzialny, nie dotrzymuje słowa, ma zmienne nastroje i humory. Na to wszystko pani Ania przygotowała młodą kobietę.
- Ale najważniejsze było to, że Robert naprawdę mnie kochał i nie myślał o innych kobietach. To ze mną chciał założyć rodzinę - mówi Jola. - Miałam postawić ukochanemu twardy warunek: albo idzie się leczyć, albo ja odchodzę. Wróżka miała rację we wszystkim. Dzięki mojemu zdecydowaniu Robert przeszedł odwyk, odrzucił nałóg i mam teraz przy swoim boku zupełnie nowego faceta. Gdyby nie mądrość, wróżby i rady pani Ani, z pewnością zrezygnowałabym z tej miłości. I byłby to największy błąd mojego życia - mówi Jola.

tekst: Patrycja Siemiątkowska