Wieczór Wybrzeża - "Rozmawiająca z duchami"


Największą przygodą jej życia jest spirytyzm. Stałe poznawanie wielkiej niewiadomej, jaką jest dla nas Tamten Świat, jest fascynujące. Ale nie każdy może się tym zajmować... To nie jest zabawa. Potrzebna jest odwaga, stanowczość, silny charakter i chęć niesienia pomocy zarówno ludziom, jak i błądzącym duszom.

Zaproszenia na "Wieczór eksperymentów spirytystycznych" z Anną Fijałkowską, który odbył się w ubiegłym roku podczas II Festiwalu Wróżb w Łodzi, opatrzone były napisem: "Wstęp dla osób powyżej 18 lat, o silnych nerwach i zdrowej psychice". Powinni to wziąć pod uwagę także czytelnicy zwierzeń pani Anny...

- Tak naprawdę to jestem wróżką, a zainteresowania spirytystyczne to moje hobby, które rzadko ujawniam przed szerszym audytorium. Wieczór w Łodzi był moim pierwszym publicznym występem i bardzo go przeżyłam.

Dlaczego zajmuję się spirytyzmem? Duchy powiedziały mi kiedyś, że po to się urodziłam, żeby pośredniczyć między żyjącymi a energiami ludzi zmarłych. Duchy także potrzebują pomocy. Wiele z nich po śmierci błąka się, nie mogąc opuścić naszego świata i przejść w wyższe rejony. Są to tak zwane
duchy trzeciego rzędu
- dusze samobójców, morderców, ludzi zmarłych w stanie nieświadomości. Ktoś musi im pomóc, wytłumaczyć, że ich miejsce jest już gdzie indziej, odprowadzić do Jasności. W ten sposób można uwolnić ludzi i pomieszczenia od dokuczliwych duchów, o co jestem często proszona.

Ostatnio zwróciło się do mnie z prośbą o pomoc pewne małżeństwo. Ojciec tej kobiety zmarł z powodu nadużycia alkoholu. Po jego śmierci córka przeniosła do swego mieszkania regał, będący własnością zmarłego. Od tego czasu...
zaczął się horror.
Duch regularnie pojawiał się w mieszkaniu, czerpał energię od córki lub zięcia, a potem przechodził do drugiego pokoju, skąd słychać było odgłosy walenia siekierą w regał. Kiedy ci ludzie przyjechali do mnie, byli u kresu wytrzymałości. Pojechałam do tego mieszkania i pomogłam w odprowadzeniu ducha. W takich sytuacjach pojawia się zwykle mój opiekun z zaświatów, anioł wyższego rzędu, który tłumaczy niesfornym duchom, gdzie jest ich miejsce.

Jestem tylko pośrednikiem
...doprowadzającym do ich spotkania. Z każdego takiego seansu sporządzana jest dokumentacja z podpisami uczestników. Mam wiele pisemnych podziękowań za uwolnienie od złośliwych duchów.

Przy egzorcyzmach muszą być ze mną co najmniej dwie osoby, z których jedna przez cały czas wszystko notuje. Konieczna jest stała kontrola nad przebiegiem seansu. W protokole są też zapisane odpowiedzi duchów na stawiane im pytania, a potem tylko "odhaczamy" to, co się sprawdziło.

Mam swoich opiekunów
...w zaświatach i z nimi kontaktuję się najczęściej. Są to dusze mego zmarłego ojca i brata, którym towarzyszy mój duchowy przewodnik. Właściwie obecni są w moim mieszkaniu bez przerwy i przy nich czuję się bezpiecznie. Duchy bywają różne i trzeba umieć się przed nimi zabezpieczyć.

Gdy przeprowadzam seans, zmienia się aura mego mieszkania i dla zabłąkanych dusz jest ono wówczas jak latarnia morska dla rozbitków - ciągną do niego jak ćmy do światła. Do takiego kontaktu dążą przede wszystkim duchy najniższego rzędu i ochrona przed nimi jest konieczna. Po seansie zawsze odcinam się od ducha, każąc mu odejść. Jedyny ślad, który pozostaje, to pisemny protokół.

Jeśli duch się ociąga...
...pomagają mi moi bliscy, a także naczelny opiekun, który po raz pierwszy ukazał mi się gdy miałam sześć lat. Leżałam już w łóżeczku i zasypiałam, gdy w pewnym momencie zobaczyłam Anioła Stróża, unoszącego się nad stojącą w rogu pokoju maszyną do szycia. Był taki jak na obrazkach, w białej szacie i ze skrzydłami. Obudziłam całą rodzinę, wszyscy zbiegli się, zapalili światło, a on cały czas tam był, choć widziałam go tylko ja. W końcu kazali mi uspokoić się i spać. Ze strachu posiusiałam się do łóżka, bo gdy otwierałam oczy, widziałam go w tym samym miejscu. Zniknął dopiero nad ranem, gdy zaczęło się robić widno. Było to swego rodzaju naznaczenie.

W seansie spirytystycznym po raz pierwszy wzięłam udział, gdy miałam 12 lat. Wówczas duch przepowiedział śmierć memu bratu, który bardzo sceptycznie odnosił się do tych spraw. Brat zmarł w wieku 29 lat, dokładnie w wyznaczonym terminie i teraz jest jednym z moich opiekunów.

Zagłębiam się coraz bardziej...
...w te sprawy, odkrywam w sobie coraz więcej możliwości. Rozbudziły się one zwłaszcza po seansie w Łodzi.
W kilkanaście dni później miałam wizję katastrofy lotniczej - na tle mapy świata przesuwały się dwa ciemne punkty, zderzając się w pewnym miejscu. Wkrótce potem przeczytałam w gazetach o zderzeniu dwóch samolotów. To mnie trochę przeraziło i postanowiłam na razie zablokować w sobie takie zdolności. Nie jestem jeszcze do tego przygotowana. Ale duchy mówią mi, że będę widziała i słyszała coraz więcej. Odczułam to już w szpitalu, gdzie odwiedzałam moją chorą mamę.

Szpitale i cmentarze
...to szczególne miejsca, w których przebywa wiele nie odprowadzonych dusz. Czułam je i prawie fizycznie słyszałam ich głosy, gdy szły za mną po piętrach. Przy wróżeniu także czasami pomagają mi duchy - gdy rozkładam karty wpadam na pewne fale i mówię rzeczy, których - opierając się wyłącznie na kartach - nie mogłabym powiedzieć, bo tego w nich nie widać.

Największą przygodą mego życia
...jest jednak spirytyzm. Stałe poznawanie wielkiej niewiadomej, jaką jest dla nas Tamten Świat, jest fascynujące. Ale nie każdy może się tym zajmować - ostrzegam. To nie jest zabawa, potrzebna jest odwaga, stanowczość, silny charakter i chęć niesienia pomocy zarówno ludziom, jak i błądzącym duszom. Z pewnością nie mogłabym tego robić bez opieki tych, których kochałam, a którzy już odeszli z tego świata.

Zanotowała: Krystyna Cendrowska

Zobacz oryginał, cz.1
Zobacz oryginał, cz.2